HISTORIA    AKTUALNOŚCI    MSZE ŚWIĘTE    DUSZPASTERSTWA                                 DUSZPASTERZE                       KONTAKT
 Parafia Św Krzyża w Rzeszowie - Pontyfikat III

Wystąpienie Księdza Prałata Walentego Bala na wstępie uroczystości w dniu 14 września 2001 roku

      Kończąc dni krzyżowe w czterdziestogodzinnym nabożeństwie - przez trzy dni czciliście Najświętszy Sakrament i dzieło zbawienia dokonane przez Jezusa Chrystusa. Jak gdyby w tę uroczystość wpisana jest moja osobista uroczystość, ale uroczystość także tego Kościoła - mianowicie pięćdziesiąt lat mojej tu obecności w tym Kościele.
       Ksiądz proboszcz przypomniał mi dziś o tym z racji mojego rektorstwa. Dziękuję Panu Bogu dzisiaj za życie, za chrzest, za kapłaństwo, za rodziców i za dobrych kapłanów i ludzi których spotkałem.
Kościół ten, to tak jak powiedzieli historycy sztuki we Wrocławiu - jest perłą stylu barokowego nie tylko na skalę Polski, ale i europejską, ale i dziś można się nim zachwycać. Najbardziej wieczorem, kiedy się patrzy na wielki ołtarz - oświetlony. Kiedy wchodziłem do tego Kościoła, a był podświetlony - myślałem sobie: Mój Boże! jak ci nasi ojcowie pięknie ten Kościół urządzili.
      To nie jest zasługą mojego rektoratu tylko, ale to dzieło wszystkich, którzy się tu modlili, składali ofiary, pracowali. Dlatego pozwólcie w dzisiejszy wieczór, że wspomnę tych, którzy w szczególny sposób Świątynię tę upiększyli.




Pierwsze, dziękuję Panu Bogu dziś za chrzest, za kapłaństwo - wspominam moich rodziców, rodzeństwo; w domu rodzinnym rozwijała się moja wiara, poszanowanie człowieka, pracowitość i pozostawanie na małym.
W Kościele współpracowali, ze mną wspaniali kapłani: ksiądz kanonik Długosz i ksiądz Pustelak - i spowiednicy i kaznodzieje. Szczególnie wymienię dwóch starszych - księdza kanonika Kolbusza i księdza prałata Stopę, którzy nieustannie byli po prostu niewolnikami konfesjonału.
      Księdza Stopę w okresie Wielkiego Postu dopiero około godziny drugiej czy w pół do trzeciej (był bez obiadu) wyprowadziłem z konfesjonału - bo nie mógł o własnych siłach wyjść. Ponadto wielu, wielu kapłanów, którzy tu pracowali mógłbym wymienić.
      W sprawach gospodarczych doradzał pan mgr Cmela i inż. Bronisław Kuźniar, W sprawach prawniczych niezmordowany był pan mgr Tomasz Kędzior - rodem pochodzący z Chmielnika, który przez przeszło dwadzieścia lat walczył z władzami świeckimi o boczne kaplice. Uwieńczył to dzieło Pan mecenas Marian Szwaj - a mianowicie proces został wygrany - wyrok wydała pani sędzina Maria Kredus.
      Dzięki niemu zostały przepisane kościół i domy na własność Kościoła. Zdziwicie się - Kościół ten był zapisany na skarb państwa i nikt się o to nie upominał. I teraz obecnie, jest przepisany na własność Kościoła a dokumenty hipoteczne znajdują się w rękach obecnego księdza proboszcza.
      Następnie - księża nie mieli gdzie mieszkać. Jesteśmy obdarowani; dom na ul. Lisa-Kuli - państwo Klisiewiczowie, dom tu, na przeciw Kościoła, gdzie urządzono plebanię państwo Kogutowie, i pół domu przy ul. Targowej - pani Stefania Janik.
      Muszę wymienić szczególnych ofiarodawców - to pani doktorowa Nieciowa, która dawała złoto i platynę, to pani profesorowa Jadwiga Kusiowa, to piekarz Leopold Lisowski - a inni - nie będę wymieniał, nie obrażą się. Znajdują się ich nazwiska w księdze pamiątkowej znajdującej się w archiwum parafialnym (w rękach obecnego księdza proboszcza) i na ścianach Kościoła.




      Wieżę - była urwana, nadbudował mistrz Franciszek Gajor. Okna (jedno wpadło tu do środka w czasie burzy) wykonał Józef Glonowski, a kraty ubezpieczające kościół - Walenty Czudec.
      Monstrancję (nie tę która tu była wystawiona, ale tę, która jest w zakrystii) wykuł ze srebra przez was ofiarowanego profesor Duda, który urządzał dom Kenedy'ego, więc nie kto bądź. Tę lampę wieczną, która wygląda jak piwonia, ofiarował były ministrant Konopka z Warszawy.
      Tabernakulum ze srebra również przez was złożonego, wykonał mistrz Hogendorff. Marmurową posadzkę (bo była już zgniła podłoga na kościele) ułożył bezinteresownie, uczeń Zbigniew Czarnota, a w zakrystii Ulman z Kosiny.
      Ołtarz soborowy, ten przy którym stoimy obecnie projektował rektor Jan Puciło z Krakowa. Drugi natomiast ołtarz, który tu na początku był zaprojektowany - inż. Nosek.
       Chrzcielnica - to dzieło profesora światowej sławy Bronisława Chromego, a pająki w bocznych kaplicach wykonał Boruta z Krakowa.
      Wyposażenie wnętrz zaproje ktował dziekan Józef Cempla i on namalował obraz Pana Jezusa Miłosiernego w bocznej kaplicy. Jest to sierota wychowany w zakładach katolickich, człowiek głęboko religijny. Jego syn wykonał projekty do zakrystii przy kościółku św. Trójcy.
      Boazerie, konfesjonały, urządzenie zakrystii wykonał Kazimierz Pudło z Korczyny (z tej miejscowości, z której pochodził patron naszej diecezji biskup Pelczar) - razem z nim Michalita - Franciszek, a wykończył to wszystko - Franciszek Osika ze Stobiernej.
      Centralne ogrzewanie (bo były takie czasy, że nie wolno było, robiło się nocami, potajemnie, bez zezwolenia) nadzorował wspomniany przeze mnie ś.p. Bronisław Cmela. Wodę do zakrystii doprowadził inż. Onufry Kuźniar stary akowiec (i jeszcze żyje w Krakowie). Dach miedziany położył uczeń tutejszego liceum Marian Nalborczyk.
      Portal, który był potrzaskany uzupełnił również uczeń liceum artysta mgr Krzysztof Bukała. Obrazy, w bocznych kaplicach i na ołtarzach malował nasz parafianin Zygmunt Czyż, który robił wystawy na całym świecie.




      Organy zakupione przez księdza doktora Turkowskiego na wystawie w Wiedniu firmy Rigen, do porządku przyprowadzili Kamińscy z Warszawy. Zegar z 1704 roku (fachowcy nie mogli nic poradzić) doprowadzili do porządku Bartnik i Łania z Bud Łańcuckich - i chodzi i bije.
      Sygnaturkę wykonaną przez firmę Felczyńskich ofiarowała pani Krauze. Elewację pierwszą wykonali Zajączkowski i Wasiewicz, drugą inż. Biały. Wnętrze było trzy razy odnawiane: pierwszy raz - Dąbek Bronisław z Krakowa, drugi raz (tylko odnowił malowidło) mistrz rzeszowski - Hajdaś.
      Natomiast obecnie, do tego stanu jaki jest doprowadzili kościół Dziurawiec (ambonę, kaplicę i prezbiterium) natomiast główną nawę Kłosowski, a właściwie mgr Ewa Jagoda.
      Radiofonizował kościół więzień polityczny, a mianowicie więzień obozów koncentracyjnych Kazimierz Cyprys z Pobitnego.
       Elektryfikację kościoła wykonał ostatnio inż. Rafał Kuźniar. Kaplicę Kolbego budował (sam na własnych ramionach nosił cegły) mistrz z Niechobrza Jaksa.
      Uwieńczeniem tych trosk o kościół, to dzieło odebrania bocznych kaplic władzom komunistycznym. Starania trwały 20 lat. Wierni czuwali i pilnowali kościoła pół roku. Wyrok uniewinniający. Na obronę składały się oświadczenia: doktora z Warszawy Michała Szymańskiego i prof. Tadeusza Żurawskiego.
      Ksiądz, obecny arcybiskup Tokarczuk nadał mi "Medal Budowniczego Kościoła". Mówiłem Mu: Księże Arcybiskupie nie wybudowałem Kościoła - tylko odebrałem kaplice. On powiedział: "to jest więcej jak Kościół; to jest centrum miasta".
      Nie uważam tego za moje wyróżnienie, dlatego oddałem ten medal księdzu obecnemu proboszczowi, żeby trzymał w archiwum - bo to jest nasza zasługa - tych którzy tu nocowali, stali, którzy uciekali przed zomowcami.
      Teraz moja osobista taka sprawa. Kiedy wyszedłem z Fary bezdomny, przygarnęli mnie kolejarze Kąkolowie - staruszkowie a potem Franciszka Król, która (70 lat służyła na jednym miejscu) - wprowadziła mnie do tego budynku, który został przepisany na Kościół przy ul. Lisa-Kuli 5.
      Dziękuję dziś księdzu biskupowi Bardzie - za zaufanie, księdzu Pasierbowi mojemu pierwszemu proboszczowi - budowniczemu kościoła w Borku Starym - za wiarę, naukę duszpasterstwa i patriotyzm. Muszę to powiedzieć - czterech akowców utrzymywał na swoim stole, a jego sąsiek był arsenałem broni akowskiej i sam ksiądz siedział w więzieniu.
       Siedział w więzieniu. Księdzu infułatowi Tokarskiemu - za miłowanie konfesjonału, księdzu Stączkowi - za przykład troski o świątynię.




      Dziękuję księdzu proboszczowi - następcy i obecnym księżom - za miłą współpracę. Służbie kościelnej, organiście, tym, którzy dbają o porządek w kościele, panu Kościelnemu.
Muszę wspomnieć też o moim zdrowiu. Szczególnie wspominam doktora Józefa Stasienkę - mojego ucznia doktora Zawiejskiego, który ostatnio mnie nie odstępował w szpitalu, docenta Plutę, panią doktor Golec - a za wieloletnią opiekę i półtora roku kąpania mojej nogi Pani, tak zwanej pani Stasi. Na koniec moja prośba: kto przyszedł odejść musi.
      Jan XXIII mówił tak: "moje walizki są spakowane" - moje też!
Proszę Was: DBAJCIE O TEN KOŚCIÓŁ, WSPÓŁPRACUJCIE Z KAPŁANAMI.
       Kiedy Żydzi walczyli z krzyżami w Polsce, powiedziałem w zakończeniu kazania takie słowa:
Proszę Was, kiedy odejdę - postawcie na moim grobie Krzyż, choćby malutki - ale Krzyż i umieśćcie tabliczkę na nim - nie nazwisko, ale "Tu spoczywa i czeka na zmartwychwstanie Rektor i pierwszy Proboszcz Kościoła św. Krzyża - Któryś za nas cierpiał rany Jezu Chryste zmiłuj się nad nami".
"Sic finis libri sed non finis qve rentis"


Taki jest koniec książki: 50 lat rektoratu, ale nie koniec historii!
Ten koniec to jest nasz Bóg i na ten koniec pokornie oczekuję.
AMEN!

W zakończeniu można sparafrazować:
Kim był dla szkoły w jej trudnych latach ks. Stanisław Konarski - Tym również był dla popijarskiego lecz "studenckiego" nadal kościoła w jego trudnych latach

ks. Walenty Bal.





                Parafia pod wezwaniem Świętego Krzyża w Rzeszowie
Copyright©.Jacq.2008                                             ul. 3 Maja 20, Rzeszów, e-mail: wjagustyn